Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Wstrząśnięci, przemieszani

- Co tu się dzieje?! - krzyknął ktoś z szeregów piechoty.

- Potracili zmysły! - dodał ktoś inny nieostrożnie.

- Milczeć! - zakrzyknęli na to niemal równocześnie Zieleniec i pozostali dowódcy zastępów, chcąc uśmierzyć powstały zamęt. Dodali do tego po kilka razów kijem i wiele rozsiewanych szeroko groźnych spojrzeń. Poskutkowało. Piechota w ciszy wpatrywał się, jak mieszają się oddziały Nałęczów i Popiołców.

Najpierw Wichman, nie odrywając wzroku od księcia Chechła zrównał się z nim i zawrócił, stając u jego boku. Pozostali Popiołcy na dany znak ruszyli, wtapiając się w roty Nałęczów. W końcu przenikające się kolumny rozdzieliły się i szeroko rozstawieni Czarni stanęli na tyłach jazdy księcia.

- Oto twoje dziedzictwo! - przemówił Wichman do Nałęcza Rudego, wskazując otwartą bramę. - Zgodnie z naszą obietnicą stoi przed tobą otworem !

- I my dotrzymamy przyrzeczenia - odrzekł Rudy dostojnie. - Niech no tylko dokończymy w Hradczynie dzieła !

Podniósł wysoko prawą rękę, a rycerze, środkiem drogi pognali wierzchowce ku wrotom stolicy. Nas zastępowi popędzili jej brzegiem, w tę samą stronę. Jakże wielkie zaskoczenie te zdarzenia wywołały u obrońców! Nie otrząsnęli się nawet, gdy naszą piechotę wpędzono na położone u szczytu wielkiego wału obwarowania, by tam zabijać oszołomionych obrońców. Dopiero zwielokrotnione krzyki ginących druhów otrzeźwiły ich na tyle, aby stawić słaby opór. W tym czasie, rozpędzona jazda Nałęczów siała już spustoszenie na ulicach i placach grodu.

- Co tu się dzieje?! - pomyślałem, nic nie rozumiejąc.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później