Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Wiatraki

Bezsilnie czekaliśmy w kolejce, aby móc wydobyć miecz. Przegrać i spaść lub pokonać przeciwnika i dostać od losu jeszcze kilka chwil życia. Piętnastu druhów czekało przede mną... czternastu - strącony celnym strzałem z łuku Dąbrowiec spadł z krzykiem. Za mną Świetlik, dalej Borówka, a za nią Krokosz połajany przez naszego zastępowego, Zieleńca.

To co zdawało się być wiatrakami zbliżało się do wałów miasta. Zwaliste konstrukcje ciągnęły tłumy niewolników poganianych bezlitośnie. Katapulty! Największe jakie widziałem! Niosły płonące ładunki, które lada chwila miały zacząć dopełnić w Hradczynie dzieła zniszczenia.

Pierwsza ognista kula rozgrzała powietrze tuż za nami.

- Uważaj! - krzyknąłem do uchylającego się w ostatniej chwili Świetlika.

Mędrak na szczęście zdążył się schować. Pocisk obrócił w gruzy dom za nami, a jego pozostałości zatopił w płomieniach.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później