Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Popiołcy, nie ludzie

Poobijani, potłuczeni, ale cali i zdrowi tkwiliśmy bezpieczni w środku pułapki. Dom, którego ściany chroniły nas od zamętu ulicy nie był szczególnie zasobny, ale też nie biedny. Solidne bukowe ściany, porządne, choć bez ozdób sprzęty i proste, lecz pachnące świeżym mlekiem i serem naczynia. Gospodarzy nie było widać. Może uciekli już dawno, a może kryli się w piwnicy.

- Zejdźmy niżej - powiedział Świetlik. - Tutaj ściany drewniane. Jeśli skalny odłam w nie uderzy nie wytrzymają.

Miał rację. Na parterze ściany i nawet część stropu zbudowane były z solidnych cegieł związanych porządną zaprawą. Tutaj także wnętrze urządzono surowo, choć zasobnie. Tutaj także nie było śladu gospodarzy. Bezpieczni w murach domu, przez małe okienko śledziliśmy wypadki na zewnątrz.

Rozpędzony jeździec Nałęczów wprawnym ruchem miecza rozciął uciekającego obrońcę niemal na pół. Już chwile potem sam upadał zdjęty strzałą ukrytego w drewnianym domostwie naprzeciwko mieszkańca Hradczyna. Łucznik niedługo cieszył się zwycięstwem. Wraz z całym domostwem zniknął pod potężną bryłą płonącego pocisku.

- Trzeba być czartem, by taki plan umyślić - mówiła pobladła Borówka. - Zabijają nas naszymi własnymi rękami. Popiołcy to nie ludzie!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później