Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Archim

Najstarszy, najpotężniejszy i najszacowniejszy gród kraju Białej Wody zamieniał się w popiół i gruzy. Działo się to za sprawą Słowian i Popiołców, chociaż tylko Czarnym ten upadek sprawiał radość. Ginęli ludzie wszystkich stanów. Waliły się domu, gospody, pałace i świątynie. Lecz nie tylko to. Wraz z całym obrazem pięknego Hradczyna w zapomnienie popadała też cała mądrość i pamięć przeszłej chwały. Płonęły księgi o gospodarstwie, uzdrawianiu, dziejach i gwiazdach. Ogień pożerał malowidła, a ruiny przykrywały rzeźby mistrzów.

Tylko jeden człowiek zdawał się tym zamieszaniem nie przejmować. W oknie naprzeciw naszej kryjówki, nie zajmując się światem żywych, brodaty i mocno zapuszczony mężczyzna stawał w szranki ze swoim przeciwnikiem.

Wiedzieliśmy kim jest. Wszyscy wiedzieli. Znaliśmy go jako czarownika Archima. Mówili, ze potrafi góry przenosić. Że umie zmierzyć czas i świat. Podobno panował nawet nad ruchami gwiazd!

Jak się szeptało, przybył z dalekiej wyspy, gdzie jego pobratymcy, zwani Syrakuzjanami z rodu Ellanów, mieli dość dziwactw i czarcich sztuczek Archima. Dopiero tu znalazł ukojenie, spokój i przestrzeń, aby się w wir zmagań z rachunkami zanurzyć.

To w jego głowie zrodził się zamysł wybudowania wyrzutni, które podstępnie zdobyte przez Popiołców dobijały gród. To jego dziełem były wielkie lustra, które tak gęsto światło odbijały, że zapalały nawet zabójcze machiny Popiołców. Gdybyż obrońcy mieli ich więcej! To on zbudował przedziwne ślimacznice, które wydobywały z głębin wodę gaszącą pożary.

A teraz do drzwi tego potężnego człowieka dobijali się wściekli najeźdźcy, wobec których był bezbronny...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później