Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Tajemne wyjście

- Temu grodowi już nic nie pomoże - Świetlik z trwogą patrzył na odchodzące miasto. - Miałaś rację, Borówko. Popiołcy są niezrównani w szczuciu Słowian przeciw sobie.

- Wolałabym być głupią dziewką przy gospodarstwie niż patrzeć jak się ta racja spełnia - odpowiedziała smutno.

- Cała nadzieja w twoim ojcu - Krokosz spojrzał na mnie poważnie. - Już tylko on może pomieszać Czarnym szyki.

- Obyśmy jeszcze zdołali mu w jakiś sposób pomóc.

- Trzeba się stąd wydostać! - Świetlik pierwszy ocknął się z odrętwienia.

- Bramy zamknięte. Popiołcy nie przepuszczą nikogo.

- Muszą tu być jakieś tajemne przejścia - sam dziwiłem się swoim jasnym myślom. - Im potężniejsze w grodzie wały, tym więcej powodów, by je po cichu omijać. Możni pewnie wymykali się do wiejskich dziewek pod osłoną nocy. Kupcy pewnie unikali opłacania składu... Powody były na pewno, więc i przejścia gdzieś są. Trzeba je tylko znaleźć.

- Ale gdzie ich szukać?

- A gdzie wy zbudowalibyście takie przejście? - zastanawiał się mędrak. - Wielu ludzi trzeba by głęboki korytarz wykopać. Wiele wysiłku trzeba, aby nikt postronny się o nim nie dowiedział. Właz musi być ukryty w miejscu, gdzie bez podejrzeń można wejść o każdej porze.

- Świątynia! - odgadła Borówka. - Tylko która?

- Ja wybrałbym taką, która stoi blisko wału. Najmniej pracy by to przejście kosztowało - myślał na głos Świetlik. - Poza tym, po drugiej stronie umocnień jest rów wypełniony wodą. Pod nim taki korytarz by nie przeszedł. Obejrzałem sobie Hradczyn dobrze. Jest tylko jedno miejsce, gdzie wykop nie jest zalany wodą. Myślałem, że zarósł z zaniedbania. Teraz wiem, że tam jest przejście! Musimy przekraść się na południowy kraniec miasta i tam wyjścia poszukać!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później