Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Znajoma woń

Korytarz oświetlony jedyną, w dodatku słaba pochodnią niechętnie zdradzały swe tajemnice. Wydrążony w zaskakująco twardej skale, dodatkowo wzmocniony był dębowymi belkami, a co pewien czas nierówności podłoża pomagały pokonać żelazne klamry i łańcuchy.

Powietrze z początku wypełniał zaduch i przejmujące zimno. Z czasem zrobiło się także parno, a ściany pokryły się słoną wilgocią. Do tego nieprzyjemnego krajobrazu wrażeń dołączył wkrótce jeszcze jeden, znany nam już zapach.

- Wywar z muchomorów! - Krokosz jako pierwszy rozpoznał woń grzybów.

- Może tędy wieść szlak, którym te czarcie trucizny przemycali - zastanawiał się Świetlik.

- A może gdzieś tutaj - Borówka spojrzała na mnie pytająco - w bocznych korytarzach te wywary przygotowywano?

- Możliwe - przytaknąłem. - Popiołcy mogliby korzystać ze wszystkich składników, jakie oferowały targi stolicy, a jednocześnie trzymać swoje działania w tajemnicy.

Korytarz zdawał się potwierdzać przypuszczenia Borówki, odsłaniając liczne rozwidlenia wiodące we wszystkich kierunkach.

- Warto by zbadać te przejścia - podsunął mędrak - wielu cennych rzeczy moglibyśmy się o Czarnych dowiedzieć.

- Zapewne, ale nie czas teraz na to. Kto wie czy w tej woni zapachów nie pozostało jeszcze wystarczająco dużo mocy, aby szaleńœtwo mogło naszymi umysłami zawładnąć.

Miałem niestety rację. Wkrótce nasze rozumy zaczęły ustępować mrocznemu światu zjaw i duchów, podobnie jak na górze, w Hradczynie, wieki mądrości ginęły pod naporem zdrady, nienawiści i pychy.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później