Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Cienie

Kiedy już zostawiliśmy za sobą cienie przyjaciół i wrogów, ich miejsce zajęły inne postacie. Większe i potężniejsze sylwetki falowały wokół nas w miejscach, gdzie nagle ściany zupełnie się rozmyły. Wiedzieliśmy, ze to tylko ułuda, ale czuliśmy, że sama obecność tych stworzeń jest realna.

To, co z początku wzięliśmy za smugę bladego światła wiło się wokół nas, zataczając coraz ciaśniejsze kręgi. Jak kiedyś na Mrocznicy, u Bagieńców i w czasie białego szkwału zaszczycił nas sam gniewosz królewski.

- Niewiele czasu przed wami. Dłużnica także, na obu jej brzegach, jest moją domeną! - Żmij nie dawał zapomnieć o swych żądaniach. - Czy słyszycie, jak opuszczone przez was ziemie leczą rany i oddychają z ulgą? - Nikt nie odpowiedział, bo i wielki wąż tego nie oczekiwał. Jak zawsze wskazywał nam, nie znosząc sprzeciwu, drogę za Miedziane Góry.

- Tak. We właściwą stronę wędrują wasze myśli - dobiegł nas inny głos, gdy gniewosz już rozpłynął się w ciemności. - Nie jestem, jak Żmij, tak pełny urazy do was, Słowianie. Ale i ja widzę was po drugiej stronie gór.

- Witaj, Bieluchu - przywitałem jaśniejącego niedźwiedzia już spokojniejszy o los.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później