Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Ludzie - drzewa

- Kiedy ruszaliśmy spod Stanów - ciągnął starszy Rybowiec - wartownicy, co pod Włościanami zostali, przysłali swojego gońca. Jego wieści były jeszcze straszniejsze...

Do Naczelnika Witlicza

Stoimy tu dumni, na grobie Omotnika opierając wiarę w Twoją mądrość i odwagę, lecz jak długo nasza służba tu jeszcze potrwa - nie wiemy. Z północy napływają ostatni już chyba żywi ludzie.

Bukowcy, którzy tu docierają po prawdzie ludzkiego wyglądu nie mają. Ciała ich pokryte zdrewniałymi naroślami, ruchy zgrabiałe, a w oczach cierpienie. Z trudem tylko mówią, że walki z czartami od Żmija wygrać nie sposób. Tylko dwa wyjścia przed człowiekiem, którego zaskoczą: zginąć, lub wyrzec się tego co ludzkie i wtopić w buchającą dzikością przyrodę.

Wszędzie już chyba, poza stołeczną częścią Prawobrzeża dzikość pożarła ostatnie ślady słowiańskich pokoleń. Wiatr, który z północy goni, niesie złe dla nas nowiny. I nas - tu we Włościanach - dotyk złego coraz częściej do lęku skłania. Coraz więcej ludzi choruje, coraz więcej w szaleństwie nocami z księżycem do spółki żałosne pieśni ciągnie... Czy to koniec tego świata?!

Nie obawiaj się panie, że - przynajmniej my: wodzowie i przyboczni - bez rozkazu opuścimy posterunki. Jeśli przyjdzie nam zginąć, cóż, taka dola woja. Lecz prostych żołnierzy może nam się nie udać powstrzymać przed ucieczką od Złego.

Prosimy w ich imieniu: nie karzcie ich nadto, gdyż uciekając do was dokonują być może jedynego słusznego wyboru: chcą pozostać ludźmi...

Niech bogowie będą z Tobą, Witliczu, a nam śmierć niech oszczędzi cierpień...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później