Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Witlicz rozkazuje

Co sił w nogach zdążamy na spotkanie z naszym ostatecznym wrogiem. Zdążamy bez należytego przygotowania, narady i umyślonych zamiarów. Zdążamy, bo to już ostatnia droga, którą możemy podążyć, a pozostać obozem pod Stanami też już nie możemy.

Zewsząd nadchodzą złe wieści. Na lewym brzegu Dłużnicy puszcza wyciąga swe chciwe kłącza po dziedzictwo Słowian. Przystanie osady i orne pola spowite są już korzeniami najdzikszych gatunków ciemnego lasu. Ujście jest tylko wspomnieniem dawnych dziejów. Jakże smutne i zarazem śmieszne są dawne swary o nazwę i przynależność tego odchodzącego portu.

O krajach Dąbrowców, Rybowców i Bagieńców także zapomnijcie, Bracia. Jesteście ostatnimi rozumnymi istotami noszącymi w sercach dawne obrazy odchodzących ojczyzn. Mnie żal nie pozwala na więcej niż samo wspomnienie macierzy. Półwysep odszedł, a my, Żywicze staliśmy się sierotami.

Zginęły w okowach nierozumnych roślin i zwierząt kraje Bukowców i naszych dawnych nieprzyjaciół Rębajców. Takiż sam los wkrótce spotka i prawy brzeg. Nawet sam Hradczyn się nie oprze.

Chociaż zabrzmi to dla was jak mowa szaleńca, musimy zdążyć pokonać wszystkie siły na tym pozostałym jeszcze we władaniu człowieka skrawku kraju Białej Wody. Musimy, by dać naszym potomnym choć cień nadziei na życie. W dalekich krajach, ale jednak życie. Dlatego podążajmy spiesznie. Każda chwila może kosztować nas zapomnienie. Na Hradczyn!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później