Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Jak?!

Zagon od stóp do głów chronionych stalowymi płytami rycerzy galopował w nasza stronę. Skałki, między którymi przyczajeni czekaliśmy na wroga były lichą osłoną. Raz dwa nas tu dopadną i rozsieką! Co możemy im zrobić prostymi łukami czy żelazem z przydomowych dymarek?

Nie wierzę, aby nas tu - ot tak - dla chwalebnego końca, na śmierć Dola przygnała. Nawet, jeśli ojciec ruszając nie wiedział jeszcze, jak bitwę poprowadzić, po drodze musiał coś obmyślić...

Nieliczna grupa jeźdźców, na zdobycznych i użyczonych przez Prawobrzegów koniach wyprzedziła główne, piesze siły Słowian. Zatrzymali się na łagodnym, trawiastym wzniesieniu, gdy widnokrąg ukazał pogmatwane sprawy pod Hradczynem.

Sam gród spowity był gęstym dymem i buchał od czasu do czasu żywym ogniem. Wokół, podobne wiatrakom wieże ciskały weń płonące pociski, a dzieła zniszczenia doglądały drużyny Popiołców, bacząc, by nikt z kotła nie uszedł.

- Dopięli swego - Tasznik błyskawicznie ocenił sprawy. - Nałęcze kotłują się w grodzie z mieszczanami. Wybiją się nawzajem. Nic już temu nie przeszkodzi. Teraz już tylko my możemy Popiołcom zepsuć zamyślenia.

- Gdy bitwa w murach dogaśnie - dokończyła trzeźwo Witlicha - ruszą do środka, żeby własnymi mieczami dokończyć dzieła. Wtedy dopiero będą chcieli ruszyć na Stany, bo tam się nas zastać spodziewają!

- Możemy więc ich zaskoczyć! - Ciernik próbował znaleźć dobre rozwiązanie. - Nie wiem wprawdzie jaką korzyść z tego odniesiemy, ale przynajmniej nie będzie to po myśli czarnych!

Naczelnik Witlicz spojrzał na swoich wodzów. Zastanawiał się tylko chwilę, nim błysk mądrości, wiary i nadziei na powrót zagościł w jego źrenicach.

- Tak, wiem już co musimy uczynić! Pospieszcie drużyny! Czym prędzej na Popiołców uderzajmy!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później