Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Tamgi

To konie przyniosły Popiołców do naszej ziemi. Wszystko co osiągnęli czy też raczej wykraść im się udało – zawdzięczają swym wierzchowcom. Każdą lendę, którą spustoszyli, każdy kraj który zdołali podbić naznaczyli ciężarem galopujących kopyt.

Gniade, siwe, srebrne, kasztanowe, krzemieniowe i żywiczne - jedyne stworzenia, które w swym nienawiścią wypełnionym życiu miłowali. Każdy o swe stadko dbał naznaczając piętnem rodowym, pojąc, karmiąc i do walki przyuczając. Teraz musieli je porzucić, co jeszcze ich nienawiść wzmogło.

Z nożami i krótkimi mieczami, nie wyrzekając się jednak stalowej ochrony, ruszyli na Słowian. Walczyli zajadle, każde niemal udane pchnięcie posyłało płowowłosego woja do Nawii. Gdy jednak który chybił, już mu na karku trzech, albo i czterech słowiańskich druhów siedziało, znanym już sposobem życia pozbawiając.

Ginęli z imieniem swego rodu na ustach. W niepamięć odchodziły wszystkie tamgi, jakie przez świat się przetoczyły. Strzała w okręgu, na zielonym polu odchodziła w przeszłość. Podwójna klamra na tle szachownicy, zbrukana krwią padała na ziemię...

Stągwie, krzyże, miecze i strzały na herbowych polach wszystkich barw i stanów padały pod mocą słowiańskich ciosów. Przyszedł też i czas na rycerza, któremu czci pióra orłana miały dodawać. Sam Witlicz stanął naprzeciw niego. Już po raz drugi, lecz tym razem, to on miał być karzącą ręką losu, a Wichman podsądnym...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później