Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Nie!

Wichman, nawet gdyby chciał, nie miał gdzie uchodzić. Ciasne skalne kolumny nie krępowały jego ruchów, ale też żadne z przejść nie było wystarczająco dla potężnego rycerza szerokie. Jedyny korytarz, którym mógłby się z pułapki wydostać, zajmowała przyboczna straż Witlicza.

Nie mógł liczyć na odsiecz żadnego z towarzyszy. Prawie wszyscy podwładni dali się wciągnąć pułapkę. Każdy sam resztkami sił życia bronił, otoczony przez Słowian i plątaninę skalnych korytarzy. Tym razem, to słowiańska, dowodzona przez Tasznika jazda, pilnowała, by nikt spośród kamiennych szczerbińców nie uszedł.

Wichman zatrzymał się widząc, jak beznadziejne jest jego położenie. Rozluźnił ramiona, miecz oparł ostrzem o ziemię, a kupalin odchylił tak, by lepiej widzieć twarze swych przeciwników.

- Żaden z twoich zagonów już nam nie zagrozi - Witlicz wystąpił przed wojów. - To koniec, Wichmanie.

Przywódca Popiołców odrzucił niepotrzebny już kupalin. Rozejrzał się po twarzach otaczających go Słowian. Z wolna badał wzrokiem jednego po drugim, aż oczy jego zatrzymały się, świdrując Witlicza.

- To ty! Czy wiesz, że...

- Nie, zamilknij! - twardo przerwał mu naczelnik. - Już Omotnik próbował z nami tych jadowitych sztuczek! Skończył w boleściach!

- Jak śmiesz! Jestem...

- Tym także nas nie częstuj! - wódz Słowian znów wszedł czarnemu w słowo. - Ani groźbą ani pochlebstwem, ani podstępem ani przemocą nie zawładniesz już naszymi umysłami! To koniec Wichmanie! Wszystkie twoje zamierzenia spełzły na niczym!

- Skoro nie chcecie abym mówił - pogardliwie odrzekł Wichman - kończcie sprawę czym prędzej!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później