Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Nasze oczy

- Przybyliście - ojciec na siebie wziął ciężar tego spotkania.

- Przybyliśmy - odpowiedzi towarzyszyło falowanie rozdwojonego języka Żmija.

- Czego poszukujecie na prastarej ziemi Słowian?

- Aż po podnóża Gór Miedzianych wszystko naszej woli podlega - gniewosz nie wdawał się w kłótnie, lecz wprost swoje wyłożył. - Wkrótce wybuchnie tu nowa wiosna zieleni i sytych stad. Dostaliście czas by ten kraj opuścić, lecz ostrzeżenie zlekceważyliście. Teraz przyjdzie wam zapłacić krwią za wyniosłość waszą i przodków waszych!

- Rozejrzyj się wokół. Nie możesz nie dostrzegać tych rzesz zgłodniałych i strachem pokrytych wygnańców, którzy uchodzić już nie mają dokąd! Ich masz za wrogów i winowajców?

- Żal, że mnożąc się tak beztrosko, te rzesze nas ziem pozbawiały. Teraz żądacie od nas litości, której sami okazać nie byliście skorzy?!

Gadzie oczy Żmija zwęziły się jeszcze bardziej niż na początku. Oczy zaskakująco podobne ludzkim, odbijające usposobienie swojego rodzaju, skorego swe krzywdy na przód wysuwać, a przewiny wstydliwie w zakamarkach niepamięci chować.

- Cóż w tym dziwnego - przemknęło przez myśl Świetlikowi - skoro my, oni i nawet krzewy wokół temu samemu tchnieniu żywot zawdzięczamy...

- Znamy swoje wobec przyrody i bogów winy - bezbarwnym i nieznającym lęku głosem odparł Witlicz. - Nie uchylamy się od zapłaty, ale w niebyt wtrącić się nie pozwolimy! Tu jest granica i okop, z którego póki gotowi nie będziemy, przegnać się nie pozwolimy!

Pierwszy raz ktoś gniewoszowej woli się tak stanowczo sprzeciwił. Pierwszy raz gniewosz zaniemówił. Pierwszy raz gniewosz ustąpił.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później