Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Głosy z gęstwiny

Bezład dzikiej puszczy nie tylko w mnogości i szkaradztwie rodzajów się objawiał. W oparach gnijących roślin i wszelkich odmian mózg trujących grzybów przyszło nam wędrować. Boże prawa tak daleko stąd odegnane, że przeciwne im poczwary nieskrępowanie w drogę nam wchodziły...

Coś poruszyło splecionymi kłączami napierającej puszczy. Młode gałązki ugięły się, a stare konary zatrzeszczały w upartym oporze. Chmura liści wybuchła poza granicę lasu, ścieląc się kolorowym dywanem na ścieżce przed nami. Dwumetrowe w kłębie zwierzę wychynęło z lasu i zatrzymało się na skraju ścieżki.

- To tylko łoś - z ulgą powiedział Świetlik. - Więcej ich przed nami.

Rzeczywiście. Dalej, gdzie puszcza nie napierała już tak na ścieżkę, zostawiając po jej obu stronach sporo miejsca podmokłej łące, dostrzegliśmy więcej zwierząt. Tak dorodne byki, jak klempy z łoszakami czujnie przyglądały się naszemu zastępowi. W dali dostrzec mogliśmy też niewyraźne sylwetki saren i jeleni.

- Dziwnie się zachowują - zauważyła Borówka.

- Widać nasze towarzystwo im milsze - odpowiedział mędrak mrużąc oczy i nasłuchując odgłosów puszczy - niż te dźwięki, co z gęstwiny dochodzą.

Coś tam rzeczywiście dziwnego się działo. Ani to odgłosy żerujących dzików ani też wędrującej watahy wilków. Coś nieuchwytnego coraz więcej zwierząt na ścieżkę wypędzało i nieuchronnie do spotkania z nami dążyło...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później