Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Pleń

Gdyby tylko udało się nam w pełni nad ciałami i zmysłami panować, szybciej byśmy dostrzegli czym jest poczwara wypełzająca z lasu. Prędzej moglibyśmy zdecydować czy broń nasza będzie użyteczniejsza czy modlitwa. Czy przez wzgląd na cześć Słowian winniśmy stawać przeciw potworowi czy raczej rozumnie przed jego potęgą uchodzić... Nie było jednak łatwo ufać oczom i uszom, gdy te w oparach zdradliwych trucizn skąpane były.

To co wyłaniało się z lasu w istocie przypominało węża. Połyskujące, długie cielsko wiło się leniwie wśród drzew. Swoim ogromem przytłaczało świat wokół. Nie tylko zresztą ogromem. Zdawało się, że im bardziej do niego jakieś zwierzę się zbliżyło, tym bardziej odchodziło od zmysłów. Szlak wędrówki potwora pokryty był znieruchomiałymi ciałami zwierząt i ogołoconymi z liści drzewami.

- To nie wąż - powtórzył Świetlik. - Blask nie pochodzi od łuski, to śluz pokrywa skórę.

- Dziwna ta skóra - dodał Borówka - jakby się nieustannie poruszała. I te ptaki...

Kruki, które dziwnie wzlatujące i nurkujące widzieliśmy jeszcze wgłębi puszczy podążały za stworem. Opadały z dużej wysokości prosto na jego ciało i wyszarpując kawałki ulatywały ponownie w przestworza. Zdawało się, że tylko im nie szkodzi bliskość poczwary.

Wzdrygnąłem się, bo wiedziałem już czym jest to przeciwne boskim prawom zjawisko. Widziałem je na wzgórzach wokół moczarów wiele razy, chociaż nigdy nie przybrały tak potwornych rozmiarów.

- To pleń - wypowiedziałem myśl na głos. - Podstępną śmierć niesie ze sobą...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później