Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Czarci Pleń

Zjawiały się w lata upalne i chłodne. W dniach unurzanych w słońcu i dławiących się gęstym deszczem. Wiosną i jesienią. Z bogom tylko znanych przyczyn robaki, zwane hufcowymi opuszczały podściółkę i zbijały się w jedno cielsko spojone cuchnącym śluzem. Wyłaniały się spod ziemi i w przedziwnym marszu połykały dolinę czy pagórek i na powrót zagłębiały się pod omszały dywan lasu.

Pleń, najczęściej na Wielkich Moczarach spotykany, mógł mierzyć tak w obwodzie, jak długości tyle, co zwalony, dorodny jesion. Jeśli tylko biały był w barwie, nie niósł ze sobą nieszczęść, a jedynie za znak nadchodzącej zmiany był brany. Słusznie, bo gdy się częściej pojawiał, wiadomo było, że po suszy przyjdzie ożywczy deszcz albo po dobrych, wilgotnych dniach dla zbóż ubogie czasy nastaną.

Gorzej, gdy pleń żółtawą lub brązową barwę przybierał. Taki stwór zawsze klęskę zwiastował. Smród od niego bijący znacznie gorszy niż od plenia białego dochodził, a to za sprawą trucizn, które ze sobą na powierzchnię wynosił. Zarodniki grzybów, drobne ustroje zarazy i trucizny podziemnych stworzeń wraz z hufcami robaków do naszego świata wkraczały.

Pleń, który przed nami z życia świat ogałacał był wielki, niczym rzeka i żółty, jak bagienne kaczeńce. Trucizny z samych chyba piekieł przywlókł...

Szum i dzwonienie w uszach. Bielmo na oczach. Mdlący zaduch nieznośnym ciężarem wypełniający nasze płuca. Oszołomieni oparami nie mogliśmy się nawet poruszyć czekając, aż się po nas Czarci Pleń przetoczy...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później