Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Podwaliny życia

Wiedziałem, co z nami będzie. Czarci pleń przetoczy się po nas przygniatając swym ciężarem. Kogo góra robactwa do ziemi śmiertelnie nie przybije, ten niechybnie oddechu pozbawiony ze świata odejdzie. Jeśli kto zdoła zapas powietrza zagarnąć, temu jeszcze straszniejszego losu wpełzające w uszy, nos i usta robaki nie oszczędzą...

- Może nas ominie... - słabym, lecz ciągle pełnym nadziei głosem powiedział Świetlik.

To najgorsze, co mogłoby nas spotkać. Gdy się tylko o nas otrze, choroby wszelkich odmian wgryzą się w nasze ciała. Jeśli bogowie się zlitują zginiemy szybko. Jeśli będą mniej łaskawi, w męczarniach i gorączce żywot tu zakończymy. Gdyby jednak, z powodu grzechów naszych, zemstę gotowali, pozwolą nam po bliskim spotkaniu z pleniem odejść wolno. Wtedy zaraza zdradliwa objawi się dopiero, gdy już ją między ludzi zaniesiemy.

- Dajcie nam siłę bogowie, i przebaczcie grzechy nasze! - Krokosz wniósł modlitwę, widząc, że prosto ku nam pleń zdąża.

Nie wolno nam się poddać - chyba wszyscy czworo tak samo myśleliśmy, walcząc ze zobojętnieniem i zwidami. - Nie wolno dać się oparom opętać i ponieść Doli ku ostatniej drodze tak, jak bezmyślnie i bez celu ten stwór podąża. My cel mamy! Mamy wolę, siłę wiarę i rozum! I wbrew wszystkiemu, co przyroda nam tu zgotowała swojego dopniemy!

- Po to nam dano wiarę! - wyszeptał Krokosz przełamując słabość.

- Po to nam dano rozum! - przytaknął Świetlik zmuszając mięsnie do największego wysiłku.

- ... i siłę ! - Borówka najbardziej z nas wszystkich na przeciwności wytrzymała pierwsza powstała z kolan.

- Ruszajmy! - i ja największym wysiłkiem woli zmusiłem nogi, żeby uniosły mnie w górę.

Rzucając szkaradzie wyzwanie ruszyliśmy ku światłu...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później