Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Mgła na dole

Odchodząc jeszcze raz spojrzeliśmy w dół, ku krajowi Białej Wody. Zasłonięty mgłą zazdrośnie strzegł swego z pewnością opłakanego położenia. Zgniłożółte żyły pyłów i trujących wyziewów wplatały się w siny kobierzec, który okrywajał naszą ojczyznę. Nic dobrego tam się dziać nie mogło...

Ciągle dobrze widoczny Kopiec odcinał się ostro od zamglonej w dali ojczyzny. Ten niepozorny pagórek podzielił nas i wypełnił powietrze murem milczenia. Podążaliśmy niby razem, a jednak każdy samotnie ze swymi biesami się zmagał. Droga z każdym krokiem mniej przychylnie nas niosła...

Coraz częściej wśród korzeni drzew świeciły nagie, niechronione najprostszą nawet zielenią, skały. Do południa okazałe sosny zamieszkujące dotąd las zupełnie ustąpił pola swej słabszej kuzynce kosówce. Ubogie krzewy rzadko już znajdowały towarzystwo potężnych limb.

Powietrze było ostrzejsze, ale rześkie. Swoją mocą zdawało się wszelkie pozostałe w nas trucizny wypędzać. Woda w niewielkich strumykach, czysta i zimna, jak nic dotąd gasiła pragnienie i rozjaśniała umysły. Jeśli nie liczyć hulającego wiatru, dalekich grzmotów osuwających się lawin i krzątających się nad strumieniami pluszczów, kojąca cisza władała okolicą.

Coraz wyżej pięliśmy się wraz z zamieniającą się z wolna w piarg ścieżką. Zdarzało nam się mijać zapomniane przez zeszłoroczną zimę placki brudnego śniegu. Długimi chwilami wędrowaliśmy przez miejsca, gdzie tylko porosty i suche trawy wypełniały skalne pęknięcia.

Wkrótce pojawiły się pierwsze płatki śniegu i w mgnieniu oka przerodziły się w zamieć. Narastało nieubłagane zimno, wypędzając z nas odwagę, siłę i wolę, żeby brnąć ku przełęczy.

- Już tu czas ku nocy zmierza -Świetlik przekrzykiwał zawieję. - Znajdźmy osłonięte miejsce na biwak.

Brak odpowiedzi był tym razem oznaką zgody. Niewielkie skalne wgłębienie, nawet nie jaskinia, musiało nam wystarczyć za schronienie. Usiedliśmy wokół skrzesanej przez Świetlika iskry. Słaby ogień podsycały tylko drobne gałązki znalezione w tym niegościnnym miejscu.

Zimno kazało nam się do siebie zbliżyć. Samotność wśród potężnych gór i miotających się śnieżyć, kazała dostrzec żeśmy sobie braćmi. Będziemy razem, albo zginiemy.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później