Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Jednak są

Tutejsza ziemia nosiła ślady zadbania. Ścieżka, którą podążaliśmy wytyczona była przez człowieka, nie kaprysy zmiennej przyrody. Wędrując nią napotykaliśmy, porzucone co prawda, zmyślnie wydrążone korytarze kopalń i głębokie szyby nieznanego nam przeznaczenia.

Niżej, w dopiero co zdziczałych sadach, licznie zawiązywały się owoce przednich odmian jabłek i gruszek. Kwiaty gęsto pokrywające łąki nie mogły ukryć ich dawnej roli. Odrzucone pługiem skiby kładły się na setki kroków równymi rzędami. Rzędy tworzyły łany, a te, każdy swoim odcieniem, oddzielały się od sąsiadów. I tak po widnokrąg.

- Jeszcze tu czuć zboże w rękach rozcierane... - wyobraźnia kazała zamknąć Krokoszowi oczy.

- To prawda - przytaknąłem - cały ten olbrzymi kraj, był niedawno jeszcze jednym spichlerzem. Nawet pokolenie nie minęło...

- Mylisz się - wtrącił Świetlik z oczami zwróconymi ku zachodowi, gdzie ostatnie, łagodne wzniesienia przechodziły w dolinę szerokiej i leniwej rzeki. - Spójcie tam - wskazał - na brzegu, gdzie woda tak szeroko zalewa dolinę!

Wytężyliśmy wzrok. Na początku nie dostrzegliśmy niczego niezwykłego. Wrzeszczące niemiłosiernie czarnogłowe śmieszki gęsto pokrywające podmokłe łąki i samo łożysko rzeki. Tu i ówdzie samotne drzewo. Tu i ówdzie myszołów cierpliwie czatujący na drzewie. Wielkie liście łopianu na brzegu i... pochylone, bez wątpienia ludzkie sylwetki!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później