Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Wielcy i mali

Szum pełznącej rzeki usunął się skromnie na dalszy plan. Krzewy powściągnęły zwykle łatwo poddające się byle podmuchowi młode liście. Ptaki umilkły w oczekiwaniu. I my także. Wszystko wokół żądało, by się wreszcie jatka zaczęła.

Nim jednak Słowianie napoczęli Popiołców, zanim Czarni zakosztowali krwi tutejszych, znalazł się bród, a tuż obok łagodne podejście na skarpie. Obie strony tak wierzchowce poganiały, żeby czołowego starcia uniknąć. Obie strony tak konie wstrzymywały, aby przedwczesnym skrętem w bród czy na skarpę swego boku czołówce przeciwnika nie odsłonić.

I Popiołcy i Słowianie nie byli nowicjuszami. Broń oznajmiła światu swoje przeznaczenie, gdy pierwsi czarni rzucali się w płytki nurt, a ich wrogowie łagodnym wzniesieniem w przeciwną stronę, ku polom zakręcili. Teraz mogli wojować bok w bok, ocierając się niemal, mając pełną swobodę dla trzymanej w rękach broni.

Każdy z wojów przeważnie tylko jedną możność miał, aby powalić wroga, tak szybko rozpędzone konie się mijały. Lecz ze sposobności tej niespieszne korzystali. Więcej patrzyli, aby tarcza ich chroniła, aby miecz bezpiecznie cięcie nieprzyjaciela parował. Pośród całej potyczki kilka ledwie okrzyków ranionych wojów przeszyło powietrze.

- Tacy byli w pieśniach zapamiętali - z niesmakiem ocenił walczących Świetlik. - A teraz tylko własnej skóry pilnują.

- Żałość - przyznałem. - Ale tak to już jest. Gdy kogoś zaślepienie i nienawiść do władzy wyniosą albo ów w zacietrzewieniu życie postrada, albo się opamięta i na oczy przejrzy. A że o szlachetnych przymiotach dawno zapomniał, na tchórzostwie i małości swój żywot nędzny oprze.

- Niech nam nigdy nie będzie dane tak upaść - dokończył Krokosz, a wszyscyśmy mu przytaknęli.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później