Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Błękitne proporce

Słońce tak szybko, jak podniosło się na nieboskłon zniknęło przykryte warstwą gęstych chmur. Szarych i gęstych, jednak nie niosących spragnionym roślinom wyczekiwanego deszczu. Jedynie powiew chłodnego wiatru i kilka odległych pomruków, zapowiadających suchą burzę przerwało opowieść przy całkowicie wygasłym już ogniu.

- Nikt w słowa Popiołców oczywiście nie uwierzył - ciągnął Przewodnik Starzyk. - Powszechne było mniemanie, że jakiś podstęp się za tym kryje. Jedni mówili, że sotnie silniejsze niż się zdaje i Popiołcy sojuszników szukają. Inni, że krzemień wartości chcą pozbawić, aby tym łatwiej z nas niewolników uczynić. Znalazło się mimo tych podejrzeń kilku śmiałków, którzy na warunki czarnych się zgodzili.

- Skończyli marnie? - zgadywał Krokosz.

- Skądże! - zaprzeczył gospodarz stanowczo. - Zrobili według przykazań Popiołców: zasiali co tamci chcieli, gdzie chcieli i kiedy chcieli. Wbili w łany błękitne proporce, niby na znak, że to dzięki Zjednoczeniu ziemia zboże rodzi...

- I?

- I kieszeń im zgrubiała znacznie! - dokończył Przewodnik Starzyk kręcąc głową. - Plony nie były największe, ani ziarno przedniej jakości, bo i skąd obcy mieli znać naszą od pokoleń matkę - rolę. Ale to, co śmiałkowie stracili na plonach w tych dopłatach, z nielichą nawiązką odzyskali. Wtedy też inni poszli za ich przykładem. Wszyscy z dobrodziejstw Zjednoczenia chcieli korzystać...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później