Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Nadziei!

- Już czas się do roboty brać - zerwał się Przewodnik Starzyk, jakby go już siedzenie przy ogniu parzyło. - Pełka, budź wszystkich!

Odgłosy budzącej się do dnia wspólnoty zburzyły resztki nocy. Ktoś upił nieco wody. Ktoś obmył się na brzegu rzeki, kto inny ogień dogasił. Gromada wymieniając życzenia dobrego dnia, po skromnym śniadaniu ruszyła ku niewielkim wzgórzom. A my za nimi.

- Tych oznaczonych błękitem pól - wyjaśnił Przewodnik Starzyk - nie ruszamy. Dawniej, kiedy Popiołcy pełny skarbiec mieli, dopłacali nam do ich uprawy. Teraz, gdy bieda i wojenna potrzeba w oczy im zajrzały zaczęli od nas żądać wszystkiego niemal, co się na nich urodzić może.

- Skąd ta bieda nagle na Popiołców przyszła? - zapytałem walcząc, aby po całonocnym czuwaniu powieki nie zamknęły mnie we sennym niebycie.

- Sami ją swoją gospodarką na kark sprowadzili. Wielka to nierozważność, gdy ponad stan żyjesz - odrzekł Przewodnik Starzyk poważnie. - Musi się to upadkiem prędzej niż później skończyć. Z każdej jednak klęski wyjść można, jeśliś człowiek prawy. Przez krew, łzy i pot odbudujesz zrujnowany dom.

Zamilkł na chwilę, a potem spojrzał na mnie oczami człowieka pozbawionego wszelkiej nadziei. Boleśnie głęboko i szczerze.

-Ale myśmy już domu nie mieli. Dawne zwyczaje zapomniane, krewni za błękitnymi zaszczytami i krzemiennnym bogactwem goniący obcy sobie, a bogowie precz przegnani. Gdzie pociechy szukać?


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później