Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


We mgle

Nieznany wschód przed nami. Pokryte oparami poranka pola i pastwiska. Gdzieś tam jest ktoś, kto być może będzie nam pomocny. Gdzieś? Ktoś? Być może? Mgliste wskazówki ojca o jakiejś Grodnicy u bram Hobola. Tam według jego słów miałem się stawić na zgromadzeniu, które zdecyduje o dziejach. Zgromadzenie? Dzieje? Tyle wiem, co nic, ale okazać przyjaciołom tego nie mogę. Tak jak ojciec mnie nie chciał okazać swej słabości pozwalając sądzić, że los Słowian w jego rękach, a jedynie wielka tajemnica od wyjaśnień go powstrzymuje.

Cóż. Przyjdzie jeszcze i ten ciężar ze sobą nieść...

- Przydałby się ktoś te ziemie znający - odezwał się wypatrujący najlepszej ścieżki Świetlik.

- Służę pomocą! - zaśmiał się nieoczekiwanie człowiek idący dotąd bezszelestnie naszym śladem.

- Pełka! - ulga wytrąciła mi z ręki miecz. - Co tu robisz?

- Przewodnik Starzyk mnie waszym śladem posłał - odrzekł wyraźnie rozradowany sposobnością przygody wychowanek gospodarza. - Mam iść z wami do Grodnicy, jako przedstawiciel Roli Południowej. Poprowadzę was bezpiecznie przez łany naszego kraju. W zamian, Zimowicie, mógłbyś rozjaśnić mi obraz. Co to za zgromadzenie i o czym rozstrzygać będzie?

- Nie mogę powiedzieć - zaczerwieniłem się lekko, pod zaciekawionymi spojrzeniami przyjaciół. - To tajemnica.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później