Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Po próbie

Piwo, którym nas Lis Drobniak częstował było niewielkiej mocy. Szumiało, ale łagodnie. Nie brała nas w objęcia ani senność ani złość, jak to czasem bywa ani śmiech bezrozumny. Trunek rozpłynął się ledwie zauważalnym ciepłem po całym ciele. Czuliśmy się bezpieczni, rozluźnieni i skorzy do opowieści.

Jak zażyczył sobie gospodarz, tak usłyszał o naszej wędrówce. Od samego początku: od najazdu Rębajców, po napaść Królowej Os. Swoje o Bagieńcach dodał Świetlik, o lesie Dąbrowców Krokosz co nieco dopowiedział, a Borówka dołożyła opowieść o szeptunkach. Lis kiwał tylko głową nie przerywając, a Łaska uważnie przyglądała się naszym twarzom.

- Ty więc jesteś synem Witlicza - Lis spoglądał nam głęboko w oczy, gdy już nasze dzieje poznał. - Ty wychowankiem Biedrzeńca. Ty córką Chmiela, a ty Świetliku jego uczniem.

Zapadła niezręczna, choć krótka cisza, gdy nas Drobniak wzrokiem świdrował. Na szczęście jego żona bardziej była na znużenie gości czuła.

- Jesteśmy prości ludzie - odezwała się. - Rzadko nam się gawęd z dalekich stron słuchać zdarza. Tym bardziej wam za nie dziękujemy. A teraz już spać pora. Noc igrać z wieczorem przestaje.

- Nie daj się zwieść - Pełka szturchnął mnie łokciem, układając się do snu. - Gospodarze nasi to nie prości chłopi, jakich chcą udawać. Wszystko coście opowiedzieli dokładnie sobie w głowach ułożyli. A postanowienie co do was pewnie też już podjęli.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później