Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Fale

Już wiele oddechów winni byliśmy płucom, lecz tylko pod wodą mogliśmy ukryć się przed rojem złoto-czarnych poczwar. Dźwięk tysięcy skrzydeł zniekształcony wodną tonią i zwielokrotniony, gdy odbijał się od dna zbiornika, dudnił nieznośnie w uszach.

Przez pomarszczone kręgi na powierzchni widzieliśmy rój falujący wokół swej przewodniczki. Królowa, na przemian ciemniejąc smolistą czernią i błyszcząc kapiącym złotem, rozglądała się po swym niedoszłym, spustoszonym dziedzictwie. Wzbierały w niej wszystkie miłe Złemu żądze. Zdawało się, że wybuchnie lada chwila, lecz tylko jedno, wypowiedziane stłumionym głosem zdanie opuściło jej usta:

- Miejsce to niech nosi imię Zemsty!

Cały rój, wiedziony wspólnotą złych uczuć poruszył się nieznacznie. Od jednej do drugiej poczwary wola Królowej pędem błyskawicy się przenosiła, wracając ku niej po wielokroć mocniejszą. Dudnienie stało się cichsze, ale bardziej złowrogie, naznaczając kręgiem śmierci nieświadome jeszcze losu, sąsiednie krainy.

Jeden po drugim pęcherzyki przeciskały się przez zaciśnięte ze wszystkich sił wargi, nieubłaganie wzlatując ku powierzchni zbiornika.

Nagle strach zdradził Borówkę, która w niemym krzyku uwolniła zbyt wiele cennego powietrza. Na szczęście spostrzegłem to na tyle szybko, że zdążyłem podpłynąć i zapobiec najgorszemu. Spokojniejszy już, lecz wciąż przerażony wzrok Borówki podążał ku przeciwległemu brzegowi zbiornika.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później