Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Do siebie

Naoddychaliśmy się już dowoli, ubrania wyschły, a bicie serca wróciło do miarowego biegu. Ciągle jednak z niepokojem spoglądaliśmy w niebo, wypatrując ciemnych chmur i nasłuchując złowrogiego brzęczenia.

- Czy także widzieliście Królową wśród tego roju? - zapytał Świetlik.

- Coś tam było... - zastanawiała się Borówka. - Ale czy naprawdę ta poczwara nad nami zemsty wołała czy z braku oddechu bajka się prawdą zdała, nie potrafię powiedzieć.

- Może i lepiej nie wiedzieć, co się w wyższym świecie wyprawia - uciął Świetlik. - Za to martwe ciała dzieci pod lustrem wody to z pewnością nie omamy!

Pić się chciało, lecz nikt z nas nie śmiał z żadnego z okolicznych oczek wody nabrać. Odsunęliśmy się jeszcze od brzegu, gdy obraz topielców wrócił przed oczy.

- Kto mógł poważyć się na tak okrutne ludobójstwo? - kręcił głową Krokosz.

- Popiołcy?

- Popiołcy już od dawna tak daleko na wschód nie zaglądają. Trzymają się Dłużnicy. To musi być robota sotni! - rozdygotany Pełka niemal krzyczał.

- Uspokój się! - zrugałem go, starając się nie okazywać własnego roztrzęsienia. - Ktokolwiek to zrobił, bogowie sprawią, że za to zapłaci! My swoje do zrobienia mamy.

- Zostawmy więc na razie jałowe rozważania. Zaznaczmy lepiej to miejsce kamieniami - przerwał Krokosz zabierając się do sporego głazu. - Może mir wróci na te ziemie. Będzie wtedy czas, by godnie ich ciała ogniem oczyścić.

- A na owadzie roje - powiedział Świetlik sprawdzając woreczek z krzesiwem. - Jak zawsze ogień skuteczny.

- Wracajmy więc na ścieżkę jak najszybciej - postanowiłem, rzucając na kopczyk ostatni kamień - skorośmy na kolejne okrucieństwa przygotowani.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później