Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Pod lasem

Dzień, dwa. Z wolna posuwaliśmy się ku wschodowi. Ostrożnie, choć jeszcze nie lękliwie. Niedawny widok ciał wymordowanych ludzi kołyszących się na dnie stawu wypalił się w naszych głowach niczym tamgi na skórach zwierząt. Wyobraźnia podsuwała najczarniejsze obrazy. Każdy cień przy drodze układał się w kształt martwego ciała, każdy dźwięk brzmiał niczym, krzyk męczonego jeńca, a wszelki wiatr zdawał się nieść powiew upiornej śmierci.

To jednak tylko sponiewierana wyobraźnia. Kraj, który mijaliśmy w drodze do Wyszowego Lasu, nosił ślady krwawego doświadczenia, lecz daleko mu było do beznadziei. Ogołocony ze swych owoców, lecz nie pozbawiony korzeni obiecujących odrodzenie. Zaprzęgnięty do ciężkiej pracy, lecz nie wyzyskiwany ponad siły. Nawet szczególnego przymusu się nie widziało w oczach mieszkańców, a przeciwnie: żarliwą wolę służenia. Jakiej sprawie? Czerwone proporce na kolejnych polach, na licznych domostwach, młynach i warsztatach były wystarczającą odpowiedzią.

- Coś za bardzo nam się ci ludzie przyglądają - zauważył Świetlik, gdy mijaliśmy grupę drwali. - Zaraz nas jakieś straże na spytki wezmą. Lepiej zastanówmy się, co im odpowiedzieć...

- Stać! - twardy głos za nami przerwał mędrakowi.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później