Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Straż

Straż sześciu wojów otoczył nas niepostrzeżenie. Ich przywódca, czarnowłosy jeździec w grubej wełnianej czapie nosił potężne wąsy. Rysy twarzy miał niezwykle ostre. Mówił inaczej. Niby po słowiańsku, ale wielu osobliwych słów używał, a te które znaliśmy wymawiał dziwnie. Nie oszukamy go, że jesteśmy tutejsi.

- Czego tu brodagi węszyć przyszli?

- Wielmożni panowie... - Krokosz postanowił na siebie wziąć ciężar tłumaczeń. Znający trochę obyczaje sotni Pełka syknął ostrzegawczo, lecz było już za późno.

- Żadnych panów na tej ziemi nie ma! - zjeżył się dowódca. - Jestem Wistun i tylko tak się do mnie zwracajcie!

Krokosz ukłonił się niezrażony. Najchętniej o zwyczajach, dziejach i władzy tego kraju w drodze słuchał, więc i w nim nadzieję pokładaliśmy.

- Idziemy z dalekiej krainy, zza Miedzianych Gór, gdzie nad Białą Wodą leża mamy i tam żywot spokojny wiedziemy - żerca rozważnie dobierał słowa. - Przybywamy z rozkazu naszego naczelnika, aby w wojnie nadchodzącej przeciw Popiołcom stanąć.

- Lichy z was sojusznik - zadrwił Wistun. - Odziani jak żebracy pętajcie się po ścieżce z tobołkami, jakbyście przed pożogą uchodzili. Gdzie broń wasza, jeśli wojować przyszliście?!

- Szlachetny... Wistunie - Krokosz w porę powstrzymał niepożądane słowo. - Rzekłem już że jesteśmy ludem spokojnym. Prawda, że jesteśmy ubodzy. Wojny i sprawy wielkiego świata rzadko nas dotykają, dlatego nie każdy u nas z mieczem u pasa chodzi. Cześć jednak swoją zachować chcemy, dlatego słowa raz danego dotrzymać zamierzamy. Jeśli nie bronią, to choć pieśnią, modlitwą i dobrym słowem braci Słowian wspomożemy!

Cisza. Chwilę zajęło nim Wistun ułożył sobie w głowie te tłumaczenia. Chwilę zajęło, nim zastanowił się, jak się do sprawy odnieść. Wreszcie zadecydował.

- To hryć! - roześmiał się jeździec ku słońcu, a woje wokół poszli w jego ślady. Już napełniła nas nadzieja na wolność, lecz zaraz zgasła, gdy rechot Wistuna urwał się nagle.

- Z nami pójdziecie szutniki! - rozkazał. - Sotnyka rozbawicie pieśnią i gawędą, to głowy na karkach zachowacie!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później