Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Wrażenie

- Patrzcie! - Pełka wskazał na prostą niczym promień słońca drogę. Szeroka i dobrze utrzymana była gościńcem zatłoczonym, wiodącym ku siedzibie tutejszego naczelnika podróżnych z wielu stron. Wcześniejsze głośne pieśni milkły, w obliczu jej zniewalającego dostojeństwa. Wszyscy szli w ciszy, jeśli odzywając się do siebie, to tylko półgłosem. Droga i jej potężni strażnicy przytłaczali wędrujących.

Dawno temu, ktoś zadał sobie trud, aby na szerokich pasach ziemi wzdłuż drogi wykarczować las, pozostawiając jedynie rosnące równych rzędach buki. Dzięki darowanej, kosztem uśmierconych sąsiadów przestrzeni drzewa te z czasem roztyły się w pniach. Zwykle konary wolnostojących buków, bezładne i pogięte strzelają we wszystkie strony. Tutaj jednak potężne pnie podtrzymywały odnogi kształtowane ręką człowieka. Rozchodziły się promieniście, w równych odstępach, a mniejszymi gałęziami i zielenią pozwolono im pokryć się wysoko, dopiero przy samych koronach.

Nagie i proste konary służyły jako drzewce. Do czerwonych proporców, znaczących pola i sady tym gęściej, im bliżej Wyszowego Lasu, zdążyliśmy już przywyknąć. Takich jak tutaj, jednak jeszcze nie widzieliśmy. Potężne buki nosiły po osiem krwistych chorągwi, a każda z nich, umocowana wysoko ponad naszymi głowami zwisała dostojnie niemal do samej ziemi.

- Już sam ten zapierający widok wystarczy - zadumał się Krokosz - by słaby umysł omotać i o swej sile przekonać...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później