Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Drżenie

Huczący wiatr napierający na gęsty las wokół traktu tylko wzmagał w ludziach bojaźń. Chociaż nie było zimno, nasze ciała drżały. Nie tylko nasze. Wszyscy wędrowcy wokół, o ile nie byli wojami na służbie sotni, zbijali się w ciasne gromady. Zadzierali głowy wysoko, ku potężnym konarom ozdobionym krwistą czerwienią, by za chwile speszeni zamiatać wzrokiem gościniec.

- Nie wolno poddać się tej grozie - szepnąłem druhom, obejmując tulącą się u boku Borówkę. - Oni tego właśnie oczekują!

- Znam to z dziejów dawnych - przytaknął Krokosz. - Już tacy kiedyś byli. Najpierw trwogę wzbudzić. Potem przekonać, ze jeśli tylko się przed potęgą ukorzycie i całkowicie - duszą i ciałem - w jej władanie oddacie, syci oraz bezpieczni chodzić będziecie. Więcej nawet! Jako słudzy tej potęgi sami trwogę i podziw w innych będziecie wzbudzać! Będziecie panami strachu, a więc i życia... - młody żerca zawiesił głos na chwilę. - Ludzie pijani taką władzą do najgorszych czynów zdolni.

- Zamilczcie wreszcie! - rozkazał Wistun, a głuchy pogłos, potęgując jego groźne słowa uciszył nie tylko nas, ale i wszystkich podróżnych wokół. Jeszcze bardziej się przygarbili i przygnieceni strachem posłusznie szli gdzie kazano.

Nie poddawać się!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później