Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Obóz

Wokół pełno takich jak my. Siedzieli w kucki. Niektórzy pod płotem, inni wokół ognisk zgromadzeni na resztki za posiłek nam rzucone łapczywie się rzucali. Mało kto mówił, bo brać przeważnie obca sobie była. Tak jak i my, przybłędy niepewne, na sprawdzenie czekali. Z różnych przyczyn tu przybyli. Jedni pieśnią o wyższości sotni oczarowani, inni żądni na Popiołcach zemsty. Byli i ochotnicy, co innej niż wojaczka drogi dla siebie nie widzieli, bez różnicy, za jaką sprawę bić się będą. Byli też i tacy, co nerwowe spojrzenia wokół rzucali. Tacy, co różne mieli powody, by się posłuchania obawiać... Los tych, co nie omamieni wielkością sotni tu przybyli, a łgać zmyślnie nie potrafią, już przesądzony...

- Trzeba coś uzgodnić - szepnąłem. - Z pewnością będą nas przepytywać osobno. Jeśli na kłamstwie przyłapią, marne nasze położenie!

- Gdyby Tasznik tu był! - żałował Świetlik. - Wiedziałby co mówić!

- Musimy sobie bez niego poradzić.

- Dla mnie jasne, że im się kłamstwem nie przeciwstawimy. Trzeba będzie prawdą wojować...

- Chcesz wszystko im wyjawić?!

- Prawie wszystko - uspokoił Krokosz. - Nic przecież prawie w naszej wędrówce tutejszym stróżom porządku nie powinno zdać się podejrzanym. Idziemy zza gór, wysłani przez nasz lud, by w sojuszu ze słowiańskimi braćmi Popiołców przepędzić.

- Tylko o Lisach nic nie wspominajmy...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później