Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Władca

Gdy wrzucono mnie do środka spodziewałem się z miejsca kolejnych razów. Zamiast tego podwładny brodacza pomógł mi się podnieść i usiąść. Zabolało, aż syknąłem. Pomocnik wyjął z cebra pachnące dziwnie, ociekające wodą liście i przykładał na moje ciało w miejsca, które krzyczały najbardziej udręczone. Podał mi dzban z nalewką, która wydała mi się trucizną, tak gardło paliła. Po chwili poczułem ulgę. Ból nie doskwierał już tak bardzo, ale świat wirował przed oczami. Świadomość przegrywała z oszołomieniem.

- Poznałeś już nasz dzielny łanek puszczyków - przemówił brodacz. - Jeśli nie będę zadowolony z twojej opowieści, znów się z tobą pobawią. Jeśli prawdziwie śpiewać będziesz, może cię do siebie jak brata przyjmiemy. Kto wie.

Dziwne, ale mówił prawie jak my. Wyrazy wymawiał zwyczajnie. Rzadziej niż prości woje sotni i tutejsi mieszkańcy wplatał w zdania niezrozumiałe słowa. Sprawiał wrażenie człowieka znużonego, lecz silnego i władczego. Mierzwiąc brodę przyglądał mi się długo. Dał poznać, że strachem, bólem i nagrodą potrafił każdego omotać i na swoja modłę przerobić.

- Zrobimy tak - odezwał się w końcu - ja objaśnię ci, co tu robimy i czego po tobie się spodziewamy, a potem ty moją ciekawość zaspokoisz. Zgoda?

Skinąłem, bo cóż innego mogłem zrobić?


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później