Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Nadsłowianie

Znużenie nagle opuściło Ostapa. Pięści zacisnęły się, a oczy wypełniły ogniem. Mnie przeciwnie, coraz bardziej słabość ciała ogarniała, ciągnąc za sobą ku słabości i umysł. Lepszej chwili na uderzenie sotnyk nie mógł wybrać.

- To nie żarty! - krzyknął. - Losy całego świata się teraz ważą. Rozstrzygnie się nie tylko kto przetrwa, ale też jakimi prawami się będzie ziemia rządzić. Popiołcy chcą wszystkich na świecie zrównać i wszystkim dogodzić. Jakże szlachetnie! -zaśmiał się drwiąco. - Pozrywać wszystkie międzyludzkie więzy, bo przecież jeden drugiego skrzywdzić może! Każdego w klatce jego wolności zamknąć, a przestrzeń pośród tej samotności strażą niezliczonych ustaw wypełnić!

Wiele prawdy z tych słów przebijało. Świat ułożony po myśli Popiołców będzie martwy. Może zasobny w krzemień i żywicę, syty i z sytości zadowolony, ale jednak martwy. Być może poręczający swobody i prawa każdemu, ale jak lód chłodny. Bezpieczny dla każdego z osobna, ale pierzyną mroźnej obojętności przykryty. Tak mroczny i przejmujący, bo wszędzie między ludzi państwo się wciskać będzie, niby to dla ich dobra i w ich imieniu.... Jakże żyć, drugiego człowieka nie dotykając? Jakże bliźniego dotykać, by go czasem, choćby mimo woli nie zranić?!

Straszne to na przyszłość widoki. Jednak lekarstwo, jakie przeciw lodowej pustyni Popiołców sotnie gorejące gniewem obmyśliły, równą grozę budziło.

- My, Słowianie, rozdzielić się nie pozwolimy! Nie inaczej nam myśleć - mówił brodacz uniesionym głosem - jak tylko o słowiańskiej wyższości. Nasza krew, słyszałeś to pewnie w pieśni, cenniejsza od wody w żyłach innych ludów płynącej. Kto tak powiedział? My tak mówimy! Nie ma sposobu, którego by obrona tej krwi nie usprawiedliwiała! Litość jest słabością, wolny wybór ułudą, a posłuszeństwo bezwzględne najwyższą łaską! Jesteś Słowianinem i niech cię duma ogarnia!

Ostatnie zdanie wykrzyczał mi w twarz, pięści zaciskając na połach mojej koszuli. Jakże mocne były te słowa, jak kusiły, jak przyjemnie próżność łechtały. Jesteśmy wywyższeni! Tylko w najdalszej otchłani świadomości tlił się jeszcze sprzeciw wobec tych niegodnych myśli.

Jak się tej piekielnej mieszance strachu i ślepej żądzy oprzeć?! Bogowie, pomóżcie!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później