Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Teraz ja

Brodacz uspokoił się. Zadowolony był ze skutku swej pracy. Patrząc mi głęboko w oczy dostrzegł chyba to, czego oczekiwał. Wiedział, że w mojej głowie zadomowili się już dwaj niepokonani strażnicy: strach i żądza. Mieli nigdy nie zezwolić mi na zdradę czy choćby wątpliwość.

- Będziesz nasz - powiedział pewnie. - Na zawsze! Widzę, że jeszcze roi ci się umiłowanie twojej dawnej ojczyzny i starych obyczajów. Nie łudź się, nie będzie już powrotu do starego świata. Tylko dwie są możliwości: albo my, albo Popiołcy!

Po raz pierwszy zatrzymał się na dłużej. Usiadł naprzeciwko i wpatrywał się we mnie uważnie.

- Jak obiecałem, opowiedziałem ci o nas. Twoja kolej przyrzeczenia dotrzymać. Mów wszystko.

Do końca niemal poddany woli sotnyka opowiedziałem wszystko. Od napaści Rębajców, przez lądowanie u przyjaciół Rybowców, przez Lewobrzeże i zniszczenie Hradczyna. Słuchał uważnie i potakiwał zachęcająco. Tylko ilekroć o żmiju czy innych stworach wspomniałem uśmiechał się lekceważąco...

- Dalej! - nakazał Ostap, gdy mu opisałem plenia, który omal nas nie pochłonął.

Przejście przez Miedziane Góry, ludzie napotkani w Zakolu i dziwactwa ludzi błękitnymi proporcami swój łany znaczących, to wszystko nie robiło na sotnyku wrażenia, chociaż o najdrobniejsze szczegóły wypytywał. Dopiero na koniec się ożywił.

- Królowa Os?! - zerwał się, gdy o miejscu Zemstą nazwanym wspomniałem.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później