Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Gniew puszczy

Czy to kukułka? A tam, młody jastrząb? Uszatka, dzięcioł zielony? Las pełny stał się nagle dźwięków niby zwykłych wśród gęstych drzew, a jednak swym nagłym nagromadzeniem rozbudzających wyobraźnię. Czy to wrogowie skryci wśród cieni nawołują się, by znienacka spaść na czerwonych?

- Zwiąż ich mocniej! - rozkazał półszeptem przewodnik podwładnemu. Ten posłuszny woli dowódcy ciaśniej powrozy wokół naszych rąk oplótł.

Czota z nami pośrodku zatrzymała się w dogodnym, jak się zdawało, do obrony miejscu. Lekkiego wzniesienia nie porastały tu wielkie drzewa, a jedynie krzewy, które sprawnie ścięte odsłoniły obrońcom nagie przedpole. Na dziesięć kroków wokół nie było schronienia, za którym podstępny napastnik mógłby się skryć.

Ktoś dla dodania odwagi próbował wzniecić buńczuczną pieśń Czerwonej Sotni, lecz zaraz zamilkł powstrzymany przez towarzyszy. Tylko niesione silnym wiatrem głosy ptaków gęsto zapełniały las i polanę.

Oczy wojów czujnie omiatały pobliskie drzewa. Ani spomiędzy nich ani z ich koron nikt żołnierzy zaskoczyć nie mógł. Kto mógł spodziewać się, że spod ziemi biesy wyrosną?!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później