Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Zbyt wiele barw

Bieg serca nie ustawał dudniąc miarowo w uszach. Przez głuchy tętent przerażenia przebijały się niespieszne kroki czarnych biesów. Ich ryki, rzężenie i odrażające charknięcia powoli znajdowały drogę do świadomości. Strwożeni, kierowani strachem i zabobonem wyławialiśmy z tych odgłosów wróżby najokrutniejszego losu.

Gdy jednak rozdygotany rozum na należne sobie miejsce wracał, zaczął w dźwiękach czarnych rozpoznawać słowa. Chropowate i szorstkie, ale bliskie ludzkim.

- Cali?

Tylko krótkie uwagi między sobą wymieniali. Najpierw skierowali oczy na nas. Dokładnie się całej piątce przyjrzeli. Znalazłszy potwierdzenie, że właściwą zdobycz chwycili pozostawili nas samym sobie, więzów jednak nie luzując.

Porzuciwszy nas zajęli się sobą. Włos na głowie znów się jeżył, bo zdawało się , że kawałek po kawałku zrzucają skórę. Mniejsze i większe czarne bryłki strząsane najpierw z głów, potem z ubrań upadały na rozorany w starciu mech. Spod tej ziemistej powłoki zaczęły wyłaniać się już bez wątpienia ludzkie twarze i sylwetki. Czyścili się długo i starannie, a gdy już uznali, że ich ciała i stroje w miarę do ładu doprowadzone wyciągnęli ukryte po kieszeniach przepaski. Białe.

Kręci się w głowie już od oznaczeń na proporcach i chorągwiach. Błękit, biel, czerwień... Kiedy dość tej wielości barw będzie?


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później