Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Biali

Niewiele nasz los się odmienił. Jak byliśmy w powrozach, tak spętani pozostaliśmy. Wciąż gonieni ku nieznanej północy, w otoczeniu wojów, których czujne i ciekawe oczy co rusz się po nas ślizgały. Żadnych pytań, żadnych odpowiedzi. Tylko pospieszna wędrówka.

Z każdym krokiem nasi nowi przewodnicy tracili swój nieludzki wygląd. Uwalniali się od wszystkiego, co pozwoliło skryć się w przygotowanej na czerwonych zasadzce. Liście, mech, całe gałęzie nawet trzymające się uparcie ubrań odrzucali, nie zwalniając przy tym pochodu.

Dopiero, gdy już znacznie się od miejsca potyczki oddaliliśmy przewodnik wydał krótki rozkaz.

- Postój!

Na ten znak żołnierze z białymi opaskami widać czekali niecierpliwie. Napięcie z nich uszło, zmęczenie wreszcie na wierzch mogli wydobyć. Posiadali, gdzie kto się zatrzymał. Pozrzucali tobołki, broń na bok odsunęli. Przez chwilę słychać było tylko przyspieszone oddechy. Przez chwilę pełne zimnej wody, wędrujące z rąk do rąk bukłaki były wszystkim, czego do szczęścia potrzebowali.

- Pijcie! - któryś w końcu i nad nami się zlitował. - Kawał lasu za wami, a czerwoni pewnie was w drodze nie głaskali.

Jak dobra potafi być zwykła zimna woda!

- Jestem Kiejstut - przedstawił się podając nam oprócz wody jeszcze po garści orzechów. - Radą i rozkazem moim druhom z Białej Sotni służę.

- Wiele poza bielą i czerwienią barw jeszcze sotnie noszą?

- Nie! - zaśmiał się. - Widzę, że jesteście skołowani, ale to dość proste. Czerwoni gotują się, żeby po Popiołcach nad światem władzę rozciągnąć. Liczni i jak wiecie w objęciach szalonych przekonań. A nas, białych, niewielu bardzo, ale za to trzeźwo myślących. Czerwoni świat krótko trzymać będą, a my czerwonych.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później