Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Martwa mądrość

- Sam wspomniałeś - Krokosz zwrócił zmącone oczy ku Kiejstutowi - że szczycicie się światłymi umysłami. A teraz mówisz, że jesteśmy wybawicielami z bajki, którzy zwycięstwo między was przynieść mają?! Gdzie w tych słowach porządek?

- Światły umysł nic tu do rzeczy nie ma - wyjaśnił Kiejstut spokojnie. - Nie ma też znaczenia, w co nasza garstka wierzy. Ważne, za kim tysiące prostych wojów w ogień pójdą.

- W ogień? Twoje słowa brzmią, jakbyś z góry na stracenie ich przeznaczał. Los tych żołnierzy wam obojętny?

- Sami jesteście kształceni - tłumaczył cierpliwie. - Wiecie, że moc ludu prostego tylko w masie. Tylko na roli, albo w bitwie. Nikt z nich nad pełny brzuch, pulchną babę i igrzyska dobra ogółu nie przedłoży. Tylko my, jeśli wielka wojnę przetrwamy, będziemy umieli dać wzór do odbudowy świata. A pospólstwo? - uśmiechnął się szeroko. - Odrodzi się jak zawsze, kiedy ich tylko rola chwastami duszona zawoła.

Cisza trwała, a gdy rozkoszowała się swym panowaniem docierało do nas w pełni znaczenie słów Kiejstuta.

- Może i światłe wasze umysły - zdobył się wreszcie na szczerość Krokosz - ale wyrachowanie blask ten z życia wyzuło zupełnie.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później