Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Do myślenia

W niczym nie przypominający już potworów wojownicy Białej Sotni wracali do sił. Przygotowali porządny posiłek, sprawdzili starannie broń i pakunki, a zwiadowców posłali we wszystkie strony, żeby wypatrywali zagrożeń. Ich przywódcy, Kiejstut i Lina, odwrotnie niż podwładni, coraz większą zagadką nam się jawili.

- Jeśli nie chcecie wyjawić źródeł waszej wiedzy - spytał pokorniej już Krokosz - zechciejcie chociaż powiedzieć, cóż to za prawa pozwalają przewidzieć, w którą stronę naród jakiś podąży, jak jego los nakreślony?

- Nie sądzisz chyba - zaśmiał się Kiejstut - że w czasie krótkiego biwaku choćby podstawy tej nauki zdołam objaśnić! Mogę jedynie zarysować kilka obrazów. Niech wam przemówią do wyobraźni, a przez wyobraźnię do myślenia dadzą.

Kiejstut spojrzał na Linę czule. Ciemnowłosa towarzyszka odpowiedziała mu gestem równie ciepłym i przychylnym. Wbrew słowom, więcej niż tylko "jasny cel" działania tej pary wiązał. Kolejni, których rozumy nie zdołały ponad ludzkie usposobienie się wznieść. Będą musieli zatem przegrać w gonitwie na szczyt świata. Jeśli bogowie dadzą, przetrwają zawieruchę i będą żyć gdzieś w zapomnieniu. Długo i szczęśliwie.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później