Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Niepokój

Zwiadowcy z południa nie przynieśli dobrych wiadomości. Zdyszani wyszeptali je tak, aby tylko do uszu Kiejstuta i Liny drogę odnalazły. Oboje zerwali się natychmiast,a za nimi cała drużyna błyskiem gotowa była do działania.

Jakiś żołnierz - jeden z tych, co z południa przybyli - w pospiesznych przygotowaniach potrącił mnie boleśnie. Nim w złości zdążyłem coś powiedzieć spojrzał na mnie. Twarz, którą zobaczyłem nie była obca. Już gdzieś... Tak! To ten człowiek długo nas odprowadzał w Makiwce, świdrując natarczywie. Teraz szukał porozumienia, lecz w zgiełku nie było ku temu sposobności.

- Musimy przerwać nasze nauki - Kiejstut podszedł do nas na chwilę. - Czujni donieśli, że czerwoni sieci zastawiają. Bardzo ich widać zdenerwowało, że pod naszą teraz opieką jesteście. Jeszcze nie wszyscy u nich rozumieją, kto do władania stworzony... No nic! Tymczasem prędko musimy się stąd wynosić!

- Dokąd?

- Tam, gdzie i czerwoni, tyle że w powrozach by was powiedli. Na Wielki Wiec do Grodnicy. Pójdziecie, powiedzmy jako nasi goście, wspomagając mirem Wybawicieli.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później