Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


W objęciach nocy

Kolejny dzień pospiesznej wędrówki. Nieustanne kluczenie nie pozwalało równego biegu oddechu złapać. Za radą czujnych biały oddział ciągłe zwroty wykonywał, byle tylko się wymknąć tysiącom czerwonych wojów tropiących nas zawzięcie.

Już spomiędzy drzew prześwitywała jesienna szarość nagich pól. Wyszowy Las kończył się nieopodal, lecz od Grodnicy, ułożonej wygodnie u wejścia do Hobola, jeszcze spory kawał rolniczej krainy nas oddzielał.

Cały dzień w ciężkiej podróży nagrodzony został wieczornym biwakiem w sąsiedztwie leśnego uroczyska. Wśród resztek zachodzącego słońca powierzchnia niewielkiego stawu odbijała pień wielkiego, zwalonego dębu, namioty wojów i ich samych, niespokojnych przed kolejnym wyzwaniem.

Nie tylko promienie światła ślizgały się po wodzie. Również i głosy pary wiodącej oddział odbijały się od powierzchni jeziorka sunąc dalej, niż Kiejstut i Lina by chcieli.

- Niedobrze wystawiać się za wcześnie na widok Popiołcom - wyłowiłem dziwne zdanie Kiejstuta. - Skręcimy na wschód i brzegiem lasu pójdziemy dokąd czerwoni nas nie wyśledzą.

- Jeśli dobrze wszystko obliczone - odrzekła Lina półgłosem. - Popiołcy i czerwoni wpadną jutro na siebie tam gdzieśmy zamierzyli.

- I niech się nawzajem w pień wytną!

- A my już wtedy w Grodnicy - Lina rozmarzyła się - w Izbie Zebrań na posłów Białej i Czerwonej Sotni, Roli Południowej i Opiekunów Słowian Białej Wody zostaniemy namaszczeni.

- Jeśli jeszcze nasz posłaniec w Makiwce się spisze, to i Czarne Ludy piastować nam będzie dane. Sto tysięcy wojów pod naszą wolą!

- Pułap już blisko! - bardzo cicho już, bo głęboko w objęciach swego towarzysza szepnęła Lina.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później