Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


W objęciach świtu

Noc okrywała okolicę. Opatulała Linę i Kiejstuta tak ciasno, jakby już jedną osobą byli. Spowijała tych, co tylko przywoływali gdzieś daleko pozostawione obrazy. Osłaniała litościwie wszystkich, którzy ze swymi marzeniami się w mroku zmagali. Ciemność oplatała także i cierpiących, których nie wiedzieć czemu kłuła w bok nieznośna gorycz.

Przyjdzie wkrótce kres tym odwiecznym podziałom. Jednacy wszyscy wobec dnia staną. Już promień jakiś niecierpliwie zza drzewa wyglądał i braci swych coraz śmielej wywoływał. Świt powoli, lecz wytrwale zbierał siły i ściągał z ludzi okrycie. Jednym niósł wybawienie od zmór, innym przykre snu zerwanie.

Już przytomny, ale jeszcze za zamkniętymi powiekami skryty nasłuchiwałem kroków. Cichych, ostrożnych i powolnych. Ktoś zbliżał się do mnie tak, by druhów nie obudzić. Gdy już stanął nade mną odważyłem się otworzyć oczy. Przyłożył palec do ust, ja w odpowiedzi mrugnąłem powiekami. Poprowadził mnie w ustronne miejsce sprytnie unikając wartowników.

- Tutaj - przemówił w końcu zatrzymując się na skraju lasu i polnej mgły. - Tutaj będziemy mogli porozmawiać. Nareszcie.

- Kim jesteś?

- Mówią na mnie Gintar, lecz moje prawdziwe imię... - przerwał na chwilę, lecz zaraz odrzucił rozmyty obraz przeszłości. - Nieważne. Dawno temu było mi dane poznać Witlicza. Jesteście jak dwie krople wody! Od razu wyłowiłem cię z tłumu w Makiwce. Bogowie sprawili, że natknęliśmy się na siebie!

- Widziałeś się z moim ojcem?! Co u niego? - zasypałem go pytaniami. - Matka zdrowa? Trzymają się pod Hradczynem? Masz wieści o Biedrzeńcu i Taszniku?

- Spokojnie - odrzekł. - Witlicza widziałem ostatnio wiele lat temu. Nie wiem, co się z nim teraz dzieje. Nie znam też imion, które wymieniłeś. Mimo to mam z tobą do pomówienia.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później