Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Ku przeznaczeniu

Czas był już wracać, bo i mgła - przyjaciółka tajemnicy coraz słabiej światłu dnia się opierała. Ostatnia chwila by wrócić do obozu niezauważonym. Położyć się jeszcze na te parę chwil i pod zamkniętymi powiekami ułożyć sobie na nowo obraz świata.

- Wstawać! - szarpał nas po kolei jakiś żołnierz. - Idziemy!

Nawet ogarnąć się do dnia nie było nam dane! Ruszyliśmy na północ, ku światłu otwartego terenu. Ledwie paręset kroków i stanęliśmy wśród ostatnich drzew Wyszowego Lasu. W dal rozciągała się równa jak lustro jeziora rolnicza kraina. Tylko zagubiona wśród pól zrujnowana wieża dzwonnicza urozmaicała krajobraz. Dawno nie dotykane ręką człowieka łany zarastały pstrokacizną plew wszelkich rodzajów. Nawykliśmy już do tych dzikich roślin na Roli. Daleko na północnym widnokręgu rysowały się wierzchołki wysokich gór. Gdzieś wśród tych skalistych szczytów zagubiona była dolina, a u jej wrót czekały naszego przybycia potężne mury Grodnicy.

Dla Kiejstuta to nie krajobraz był ważny, tylko nasza piątka i zamierzenia, które sobie obmyślił. Gdy już wszystkim swoim podwładnym rozkazy powydawał, pospiesznie i do nas podszedł. Nawet nie ukrywał zdenerwowania. Już niedługo okaże się czy jego spryt i rozum sprostają poplątanej rzeczywistości.

- Posłuchajcie! - przemówił dziwnym w jego ustach, obcesowym głosem. - Niedługo przyjdzie nam ostatecznie las opuścić. Aby do Grodnicy dotrzeć, pędem przez otwarte pola będziemy musieli się puścić. Dostrzegą nas rzecz jasna natychmiast. I Popiołcy wielką drużyną na przedpolu Grodnicy stojący i Czerwoni, co nam depczą po piętach. Cokolwiek się wydarzy, musicie nam ufać! Nie próbujcie się wyrwać i róbcie bez marudzenia co każemy, a bezpiecznie dotrzecie do Grodnicy. W nas wasza jedyna sposobność, żeby życie zachować!

Odwrócił się nie czekając, co odpowiemy. W ciszy i bezruchu wypatrywał zachłannie postaci na polu i nasłuchiwał odgłosów z lasu. Tak samo zastygli jego podwładni. Wszyscy do granic swoje zmysły wytężali. W końcu coś w lesie zaszeleściło. Wreszcie jakiś cień na polu się pojawił. Upewniwszy się, że to nie omamy, Kiejstut rzucił Doli wyzwanie.

- Pędem!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później