Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Wabiki

Wpędzono nas do wnętrza zrujnowanej wieży. Pierwsze, drugie, trzecie... na czwartym piętrze wyszczerbione schody i mury dzwonnicy kończyły się. Resztę budowli już tylko wyobraźnia domalować by mogła.

- Tu bezpiecznie poczekacie, aż zrobimy drogę! -rzucił strażnik odchodząc i zatrzaskując za nami żelazną kratę. Cokolwiek miał na myśli pozostało nam tylko czekać. Usiedliśmy na wyszczerbionych schodach nasłuchując odgłosów starcia.

Na zewnątrz ciała wojów walczyły z żelazem. Mięśnie, skóra i ścięgna wytężały wszystkie siły, aby zatrzymać krew w trzewiach. Żelazne miecze, siekiery i kiścienie pracowały zawzięcie, aby posokę z ludzi wypuścić. Drwina to z człowieka, bo obie te potężne moce podobno jego własną wolą przeciw sobie były kierowane.

Napociłem się, aby wśród świstu strzał, ludzkich jęków i łoskotu żelaza moim przyjaciołom o dziejach Gintara opowiedzieć. Wiele potu wylałem, aby przekonać ich, że rozmowa Kiejstuta i Liny nie była ze snu wzięta. Uwierzyli. Byli moimi przyjaciółmi, więc jak mogliby nie uwierzyć?!

- Dla Popiołców, Białych i Czerwonych - Krokosz drobiazgowo rozpatrywał okoliczności - najważniejsze to nie dopuścić się nawzajem do nas...

Wir bitwy zdawał się potwierdzać jego słowa. Dowódcy przede wszystkim pilnowali, aby żaden większy oddział przeciwnika w pobliże dzwonnicy się nie dostał. Jeśli pojedynczy jakiś wojownik zdołał się do wieży zbliżyć, dobrze ukryci strzelcy Białych wiedzieli, jak ze swej broni skorzystać.

Tak trwaliśmy w plątaninie boskiego przeznaczenia, ludzkich zamierzeń i zwykłych przypadków. Przyjdzie doczekać tu rozstrzygnięcia...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później