Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Tamtędy

Ostrożnie wychyliłem się ponad krawędź wyszczerbionego muru. Z tej wysokości zdarzenia przedstawiały się zupełnie ciekawie. Już taki obraz przyjazna dusza pośród ciemnej jaskini kiedyś przede mną odsłoniła. Zacięta bitwa ogarnęła wszystko wokół. Napierające na siebie siły były tak wyrównane, że nie mogło być mowy o przypadku. Ktoś je dokładnie zważył i na wzajemne wyniszczenie przeznaczył. Jeśli to Kiejstuta i Liny sprawka... Wielkie ich umysły! Potężne ich moce!

Woje obu stron, powolni Wyznaczeniu, wyniszczali się wzajem z wielką ochotą. Za jednego Czerwonego bojowca skoszonego mieczem, jeden z Popiołców z życiem się żegnał. Każda rozbita czota zastęp Czarnych za sobą ku śmierci ciągnęła. Jeśli ktoś tę bitwę wygra, tylko zapłakać nad swym zwycięstwem mógł będzie...

Jak nam w ucieczce, tak i wojom w walce przeszkadzały podmurówki wypełniające gęsto pole bitwy. Skąd ich tu... Dopiero teraz patrząc z wysokości zrozumiałem! To co brałem za dotąd za miedze rozgradzające zazdrośnie niewielki poletka, składało się w rzędy i szeregi. Kształty te układały się w gromady równych prostokątów, poprzecinane ciemniejszymi nieco obszarami pozbawionymi kamiennych podstaw. Znowu kilka przytulonych prostokątów. Znów pusta, szeroka na kilka kroków przestrzeń. I tak wszędzie, jak okiem ziemię wokół dzwonnicy zmierzyć.

Miasto! Nie osada ani gród, nawet nie gród książęcy, jak Hradczyn wielki, ale olbrzymie miasto! Miasto pozbawione wszystkiego, co się ponad podstawy wznosiło. Jakby jednym cięciem, niczym wspaniały borowik od korzenia kozikiem oddzielony.

Tylko wokół nas nieco wyższych murów się zachowało. Kiejstut i Lina nerwowo miotali się pośród okalających dzwonnicę ruin doglądając swego Wyznaczenia. Wszystko szło po ich myśli, biali woje znali swe rzemiosło. Każda dusza, która się w nasze pobliże dostała ginęła od strzał i mieczów dobrze ukrytych żołnierzy.

Tymczasem na dole, u stóp wieży czterech Białych pracowicie przerzucało kamienie i głazy. Miejsce, które oczyszczali stopniowo odsłaniało wlot podziemnego przejścia. Miasto za sprawą jakiejś tajemniczej siły straciło wprawdzie swe budowle, lecz to, co pod ziemią zachowało się doskonale. W sam raz, by dać nam sposobność ujścia z tej rzezi.

- Już? - z niepokojem zapytała Lina patrząc na zacieśniający się wokół nas pierścień walk.

- Jeszcze chwilę. - Kiejstut wstrzymywał zerkających nerwowo w jego stronę podwładnych. - Niech sobie jeszcze trochę krwi upuszczą...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później