Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Żegnaj, świecie!

- Już czas! - rzucił Kiejstut. - Uwolnijcie naszych zacnych gości!

Ledwie to powiedział, Gintar już był w dzwonnicy i dobiegał po schodach do kraty. Kiejstut powiódł za nim wzrokiem. Zmarszczył brwi zadziwiony, że ktoś jego wolę wyprzedza. Może i zakwitłaby w nim wątpliwość, ale prędki bieg wypadków nie pozwolił rozwinąć niespokojnej myśli w podejrzenie.

- Pójdziecie teraz potulnie! - krzyknął Gintar otwierając kratę.

Pierwszy do podziemi wskoczył młody bojowiec i z miejsca zapalił przygotowaną pochodnię. Za nim Kiejstut, który troskliwie wyciągnął ręce ku dołączającej do niego Linie. Nasza kolej. Świetlik, Pełka, Borówka, ja i Krokosz piąty. Za nami wskoczył Gintar z łuczywem, a reszta żołnierzy pozostałych jeszcze na górze niecierpliwie czekała, by opuścić pole gorejącej bitwy.

W blasku słabego ognia łuk sklepienia zamykał się nad nami rzędami spękanych cegieł. Pułap płynnie przechodził w zaokrąglone ściany, a te tonęły na wysokości kostek w mętnej i zimne breji. Wśród ścieku całe mnóstwo części cegieł i pokruszonej zaprawy dawało świadectwo, jak niewiele trzeba, by runęła zmurszała budowla.

Widział to i Gintar. Gdy tylko zeskoczył do podziemia, kiedy już zapalił swoją pochodnię, wyciągnął solidny nóż i rękojeścią rozbił jedną z uwieszonych u pułapu cegieł. Patrzyłem na to przerażony, a ze mną osłupiali przyjaciele w podziemiu i woje na zewnątrz.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później