Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Doczekanie

Pokonaliśmy szmat drogi, podążając wiodącymi nas to w dół, to w górę, to w lewo, to w prawo chodnikami. W ciszy, ale z głowami huczącymi od najróżniejszych myśli. Każdy sam musiał oswoić się z nowopoznanym prawem biegu przez życie. Powietrze, chociaż wciąż ciężkie pozwalało swobodniej oddychać, a i wilgoć dająca się nam mocno we znaki nieco ustąpiła. Nie brodziliśmy już w brudnej cieczy. Bliżej teraz byliśmy powierzchni, chyba nieopodal jakiegoś wyjścia, bo z góry więcej niepokojących dźwięków dochodziło. Bitwa wciąż daleka była od rozstrzygnięcia.

Gintar zatrzymał się w niewielkim pomieszczeniu. Jedna ze ścian pełna była ceglanych występów ułożonych w równych odstępach po sam pułap. Tam, wśród ciemnego sklepienia kilka niewielkich, lecz jaskrawych promieni światła wkradało się do wnętrza.

- Co teraz?

- Poczekamy, aż starcie dogaśnie - odrzekł Gintar. - Białych możecie już uznać za pieśń przeszłości, ale Czerwoni i Popiołcy dobrze wiedzą, skąd idziecie i jaka siła za waszym słowem stoi! Najmniej trzydzieści tysięcy słowiańskich wojów może bieg idącej wojny odwrócić. Będą chcieli mieć was pod swoim rozkazem! A jeśli to się nie uda... nie zawahają się was zgładzić, aby wróg tej siły w swoje ręce nie dostał.

- Obojętne więc - zauważył Krokosz - kto tam na górze zwycięży. I tak czeka nas śmierć albo niewola. Musimy szukać drogi ucieczki!

- Zostaniemy tutaj! - powiedział Gintar podniesionym głosem. - Ucieczka oznaczać będzie dla nas pewną klęskę! Nie rozumiecie tego?! Od tego, kto będzie na nas czekał zwycięski za tym włazem, zależą losy nie tylko Słowian!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później