Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


W świetle chwały

Cisza zawołała nas ku powierzchni. Na znak Gintara zaczęliśmy wspinać się za nim po udających schodki cegłach wystających ze ściany. Okazały się wyjątkowo śliskie i zdradliwe. Na szczęście nikt od ściany nie odpadł. Nawet uderzony ostrym światłem wpadającym z otwartego przez Gintara włazu.

Wygramoliliśmy się wśród ruin parę ledwie kroków od miejsca, w którym zeszliśmy pod ziemię. Gintar już stał twardo na nogach. Twarzą w twarz z jakimś wielkim dostojnikiem Sotni. Widać było, że ów możny cieszył się wśród bojowców wielkim poważaniem.

- Winszuję, Bracie! - powiedział wyniosły dowódca. - Przysłużyłeś się Czerwonej Sotni jak nikt dotąd. Niech na zawsze zamilkną ci, którzy w twoją wielkość powątpiewali. - Pociągną z wolna po tłumie zgromadzonych wokół bojowców. Pod surowością jego spojrzenia, kilka par oczu uległo i w głębokiej pokorze wbiło się w ziemię.

- Nikt już teraz - ciągnął - nie śmie przeciwstawić się losowi. Gintarze! Z mojej i Braci Rady woli, będziesz ze wszystkimi prawami i całym ciężarem spraw przedstawicielem Czerwonej Sotni na Wielkim Wiecu w Grodnicy. W twoje ręce kładziemy naszą przyszłość. Pójdziesz jako poseł Czerwonej Sotni, pogromca Sotni Białej, opiekun Słowian Białej Wody i Roli Południowej. Czy masz jakieś życzenia, jako pełnomocny?

- Tak. Moją wolą jest, aby przyjaciele Pełka i Zimowit poszli ze mną, lecz nie jako goście, lecz jako wolni posłowie wolnych ludów. Zimowit, Poseł Kraju Białej Wody i Pełka, Poseł Roli Południowej.

Słowa te zmąciły spokój w szeregach zwycięzców. Stłumiony do szeptów gwar rozlał się wśród tłumu Czerwonych. Niedowierzanie mieszało się ze zgrozą, a wzburzenie gdzieniegdzie kiełkował otwartym gniewem. Żaden wybuch wściekłości jednak nie uderzył Gintara. Zbyt wielkie było jego zwycięstwo i zasługi, by ktokolwiek śmiał mu teraz na przekór robić.

Jednak ziarno zwątpienia w bohaterskie czyny i czystość zamysłów Gintata zakiełkowało. Gdyby to wzburzenie samemu sobie zostawić, w końcu współzawodnicy, których miał widać w Wyszowym Lesie wielu, obróciliby języki i podnieśliby broń przeciw niemu...

- Lepiej już idźcie - rzekł dostojnik ze smutkiem i trwogą przyjmując pierwszą wolę wysłannika Gintara. Za jego plecami falowała podrażniona ciżba bojowców. Nie tylko zresztą wśród tłumu Czerwonych zgiełk królował. Na zachodnim widnokręgu coś tam czarno-złociście się roiło wśród znajomego brzęczenia. Niecierpliwe, by i tę część świata pod swój porządek oczyścić.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później