Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Powrót do ciemności

Gdzie się kryć przed Rojem na płaskiej równinie? Do leśnych zakamarków nie każdy uciec zdążył. Wielu spośród Czerwonych wolało, jak my, zagłębić się w plątaninie niepewnych podziemnych chodników, niż wystawić na gniew Królowej i jej świty. Prowadzeni pewnie przez Gintara słyszeliśmy ich nawoływania i przekleństwa. Na szczęście nasz przewodnik znał te przejścia znakomicie i umiał, nie gubiąc celu, trzymać się od rozproszonych wojów z daleka. Całe szczęście, bo mogłoby któremuś przyjść do głowy że to za naszą przyczyną Rój wyniszcza ludzi i ziemię zagarnia.

- Cóż to jest ten Rój? - dziwił się Gintar, gdy już byliśmy bezpiecznie daleko. - Kim jest Królowa Os? Wiele o tym mówiono wśród Białych i Czerwonych, lecz tak niestworzone rzeczy, że ze światłych ludzi wierzyć w te bajędy nikt nie chciał. A teraz na własne oczy... Co to jest?

- Królowa Os... - Przywołałem z pamięci jej obraz. - Nie sposób opisać. Dwa razy ją i jej świtę oglądałem. Przysiągłbym, że jest rzeczywista. Z całą pewnością rzeczywiste są jej zbrodnie. A jednak... Im dalej w przyszłość, tym bardziej spotkania te zdają się senną marą. Ona sama zaś zmorą, do której jak do lepkiego miodu lgną wszelkie wymykające się władzy rozsądku ludzkie namiętności. Wije się wokół pragnień obrażających przyrodzony porządek, albo wykraczających poza umiar człowiekowi przypisany. Widzieliśmy takie rzeczy.... Potrafi swe sługi do wszystkiego nakłonić...

- W każdym z nas taka siedzi - Gintar z kolei swój obraz przywołał. - Dopóki się człowiek nie zestarzeje jej życzenia są naszymi dążeniami.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później