Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Potoki

- Raj to nie jest! - odezwał się skrzywiony Pełka na widok świata, który mu odsłoniło popołudniowe słońce. Podziemny chodnik kończył się otwartym wylotem w jednej ze stromych ścian zamykających wiodącą do Grodnicy dolinę. Gościńce ze wszystkich stron zbiegały się tutaj, aby dalej już razem podążyć do bram grodu.

Pora była taka, że dolina właściwie powinna być zasypana śniegiem i tonąć w huczących zamieciach. Ciągle jednak zamiast zimowej pokrywy gleba przesiąknięta obfitością deszczowej wody spływała w dół wartkimi potokami. Do tych potoków dołączały odprowadzane z Grodnicy nieczystości zakażające nieznośnym smrodem okolicę. Wśród ścieków w dół toczyli się także ludzie. Odrzuceni przez miasto, kalecy na ciele lub umyśle, dręczeni chorobami lub naznaczeni prostodusznością. Choć coraz niżej upadali, ciągle wpatrzeni w Grodnicę jako jedyny wyznacznik losu.

Były i strumienie, które mocą tylko życiu właściwą pod górę ciągnęły. Ratunku za wielkim murem miasta szukały gromady, których przyroda już dłużej żywić nie chciała. Ofiary Królowej, ofiary Popiołców i ofiary zwykłej, nienazwanej podłości. Parli ku murom niesieni obietnica bogactwa Grodnicy i nadzieją, że ta majętność ich udziałem się stanie. Może nielicznym uda się za bramę przekraść. Może nielicznym z nielicznych uda się za bramą pozostać i lepszego życia zasmakować.

- Chodźmy! - Gintar wyrwał nas z zapatrzenia. - ściemniać się będzie, a po zmroku nikt bramy nie otworzy!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później